Forum www.lipcowki2007.fora.pl Strona Główna www.lipcowki2007.fora.pl
Dzieci lipiec2007 (rozwoj,karmienie,problemy,mamusie)
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
moj porod
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.lipcowki2007.fora.pl Strona Główna -> Lipcowki 2007
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Asiulek78
Przodowniczka kliczka



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 1647
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 08 Lut 2008 13:30 pm     Temat postu:

MÓJ PORÓD
miałam mieć planową cesarkę z powodu wady wzroku. termin na 11 lipca. będąc u mojego gina umówiliśmy się że mam się zgłosić do szpitala 9 lipca a jakby się coś zaczęło wcześniej to poprostu jechać. we czwartek tydzień przed terminem byłam u mojego gina na KTG, wszystko było w porządku. umówiliśmy się ze 9 tego lipca w poniedziałek mam się zgłosić o 8.00 w szpitalu. weekend spędziliśmy cudownie zwłaszcza niedzielę Wesoly pojechaliśmy sobie na romantyczną wycieczkę nad jeziorko i posiedzieliśmy tam trochę. był wieczór więc nikogo oprócz nas tam nie było. potem poszliśmy na kolację do naszej ulubionej meksykańskiej knajpki gdzie zjedliśmy pyszne jedzonko i wznieśliśmy toast za naszą Zuzię i za to żeby wszystko było dobrze z porodem. ja oczywiście wodą mineralną Jezyk w poniedziałem 9 lipca pojechaliśmy z samego rana do szpitala. w poczekalni było dużo ludzi, czekaliśmy na panią doktor, która miała mnie zbadać i dać skierowanie na izbę przyjeć. siedzieliśmy tam chyba z 1,5 godziny. w międzyczasie przyszedł mój gin i powiedział ze jest ok. że wszystko przygotowane i ze zaraz mnie przyjmą na oddział. faktycznie niedługo potem przyszła pani doktor, zrobiła mi KTG, wypytała co i jak i wysłała na izbę przyjęc. na izbie papierologia, przebrałam się w sowją koszulkę i zaprowadzili nas na oddział. tam okazało się ze nie ma dla mnie jeszcze łóżka bo jest przepełnienie i trzeba czekac, więc czekalam prawie do 14. w między czasie znowu wypełnianie papaierów, pobieranie krwi do badania, Grześ musiał wracać do pracy, więc zostałam sama i czekałam na łóżko siedząc na krzesełku na korytarzu. potem dostałam łóżko i już było ok. na drugi dzień znowu badania, mocz, KTG, USG... mój gin przyszedł do mnie i powiedział ze jutro cesarka. przynieśli mi do podpisu dokumenty że się zgadzam na tą cesarkę. potem przyszedł do mnie anestezjolog i dał mi do wypałnienia kartę informacyjną. popołudniu przyjechał Grześ i moja siostra bo ja już zaczełam panikować że się boję, że nie wiem jak to będzie itp. nocka mineła spokojnie. pielęgniarka powiedziała mi wieczorem ze od 22 nie mogę nic jeść i pić. rano o 6 mnie obudziła, przyniosła mi szpitalną koszulę i kazała się przebrać i ją zawiadomić. potem poszłyśmy do toalety gdzie zrobiła mi lewatywę i ogoliła. lewatywa nawet nie była taka okropna jak sobie wyobrażałam Jezyk po tej lewatywie siedzialam na kibelku chyba ze 20 min. cesarkę miałam mieć o 7. Grześ przyszedł o 6.30 podtrzymać mnie na duchu i być przy mnie jak długo będzie mógł. siedzieliśmy sobie na korytarzu i czekaliśmy aż mnie zawołają żeby iść na tą cesarkę. w końcu ok. 7.30 mnie i jeszcze jedną dziewczynę wzieli piętro niżej na oddział położniczy. grzesiek już tam ze mną nie mógł pójść. położyli nas na sali porodowej i podłączyli pod KTG. po chwili przyszli jacys lekarze zaczeli czytać nasze karty i stwierdzili że z tamtą dziewczyną to się pospieszyli więc odłączyli ją od KTG i kazali iść na górę. ja leżałam pod KTG jeszcze do 9.30. trochę posypiałam, co jakiś czas podchodził do mnie lekarz (za każdym razem inny) i pytał czy wszystko ok Jezyk ok. potem słyszałam ze przyszedł profesor i powiedział że to niedopuszczalne żeby kobieta leżała 2 godziny na porodówce pod KTG i żeby nic z nią nie robić. podobno czekałam na anestezjologa, bo akurat miał inny zabieg. ok.9.30 przyszła do mnie pielęgniarka, zacewnikowała i kazała mi przejść na salę operacyjną obok. tam już była ekipa. 2 pielęgniarki i anestezjolog. strasznie mili ludzie. spytali czy to mój pierwszy poród i czy ma być dziewczynka czy chłopczyk i jak będzie mieć na imie. potem anestezjolog kazał mi się odwrócić na bok i podciągnąć kolana pod szyję i wygiąć kręgosłup jak najbardziej mogę. wbił mi igłę i zrobił znieczulanie. nawet nie czułam bólu tylko takie niewielkie rozpychanie w miejscu zastrzyku. potem kazał mi się położyć prosto. zaczełam tracić czucie w nogach. po chwili ni czułam już swojego ciała od piersi w dół. anestezjolog psiknął mi na brzuch czymś i zapytał czy to czułam odpowiedziałam że nie, a on ze już jestem znieczulona. potem przyszedl mój ginekolog z drugim lekarzem. pielęgniarka powiedziała mi zeby nie patrzeć w lampę bo tam się będzie coś odbijać. trochę się bałam ale jak powiedział Grześ "jestes w rękach najlepszego lekarza i całego zespołu doświadczonych osób" postanowilam się wyluzować i ciągle soibie powtarzałam w myślach słowa Grzesia i że ufam lekarzom bo w końcu wiedzą co robią. atmosfera na sali była fajna Wesoly anestezjolog z pielęgniarkami ciągle gadali, żartowali i zagadywali mnie. lekarze w tym czasie robili swoje, strałam się nie patrzeć w lampę ale i tak nic tam nie było widać strasznego. trochę czułam ciągnięcie i szarpanie, ale nie ból. wszystko trwało jakieś 10 min. potem powiedzieli mi " zaraz pani córeczka już będzie na swiecie" wyjeli takie wrzeszczące coś (nawet jej dobrze nie widziałam zaraz po urodzeniu bo mi parawan zasłaniał) i zaraz ją zabrali, a lekarze zaczeli mnie zszywać. za jakieś 10 min pielęgniarz przyniósl Zuźkę. była już umyta i ubrana w kaftanik. była przesłodka. miala taką skrzywioną minkę i mrużyła oczka a na główce miala taką ogromną różową czapkę Wesoly popłakałam się ze wzruszenia...
kiedy już mnie zszyli i założyli opatrunek przenieśli mnie na łóżko i zwieźli na salę poporodową. tam lezałam pod kroplówką. zaczełam się cała trząść jakbym miała delirę. było mi zimno. pielęgniarka powiedziala że to znieczulenie schodzi i jak mnie zacznie boleć to zeby powiedzieć to da mi lek przeciwbólowy. po jakiejś godzinie zaczełam czuć nogi w sumie najpierw jedną, drugą mniej i zaczeło mnie boleć. dostałam lek przeciwbólowy. przyjechał grześ i pielęgniarki przwiozły Zuzię. pierwszy raz w życiu zobaczyłam jak mój mężczyzna płacze...to było strasznie wzruszające. dał mi ją do potrzymania a ja bałam się ją trzymać bo cała się trzesłam i ręce mi się też trzęsły od tej deliry. była taka malutka, krucha i delikatna...po jakichś 2-3 godzinach mogłam już ponosić głowę i pić. znieczulenie powoli schodziło i pielęgniarki kazały nam ruszać nogami coby je rozruszać. ok.15.00 pielęgniarka obmyła mnie, zmieniła mi podkład, a potem kazała przewrócić się powoli na bok, bardzo powoli podnieść, wstać i pzrejść na świerzo pościelone łóżko. potem sobie leżałam , trochę spałam, Grzesiek przyjechał znowu popołudniu, przywiózł mi Zuzię zebym ją przystawiła do piersi. wieczorem o 22.00 przyszła pielęgniarka i powiedziała że przenoszą nas na salę ogólną. wyjeła mi cewnik, kazała wstać z łóżka, położyła na nim moje rzeczy i poszłyśmy do sali obok. strasznie mnie bolało, myślałam ze się poryczę z bólu, ze nie dam rady wstać ani iść, trochę zakręciło mi się w głowie. ale jak dotarłyśmy do sali ogólnej postanowiłam pójść za ciosem i jeszcze przed snem odwiedzić kibelek który był po drugiej stronie korytarza. jakoś mi to wyszło, choć było ciężko. ale w sumie dlatego ze nam tak szybko kazali wstawać i chodzić to już rano całkiem nieźle chodziłam, trudno mi było tylko wstawać z łóżka. na drugi dzień przywieźli mi Zuźkę do opieki i już zostala Wesoly


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Terka76
Administrator



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 6899
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 09 Lut 2008 17:17 pm     Temat postu:

Aga ty jestes jak strzałaale szybko!Uwaga Asiulek fajnie wiedziec jak to wyglada gdy wyciagaja maluszka a ty w sumie obecna!Uwaga Szkoda ze tak nie pokazuja od razu takiego brudaska prawdziwego wyjętego

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
stonka
Administrator



Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 3962
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 18 Lut 2008 23:44 pm     Temat postu:

Marcela, 01.06.2001
31maj2001, zdrowo po 23-ciej, mąż w trasie a ja przy desce do prasowania. Zostało mi jeszcze coś tam ale kręgosłup dawał mi tak do wiwatu że wyłączyłam żelazko i położyłam się...ale jak się okazało- tym razem nie spać.
Kręgosłup bolał i bolał, do tego krzyż jak przy miesiączce. Później przeszło, za 20minut znów ból jak przy miesiączce- znów przeszło...Leżałam i słuchałam własnego ciała i zaczęłam jarzyć że coś się zaczęło. Bolało coraz częściej i mocniej i nie dało się z tym zasnąć. Usiadłam na dwójce i tak dotrwałam do drugiej. Rozmawiałam z moim synusiem, że już niedługo się zobaczymy.
Dzownie do Piotrka i proszę żeby wracał do domu bo się zaczęło, mówi że ok, będzie koło 8-ej, K...dzięki. Liczyłam że przypędzi na sygnale ale ok.
Od 5-tej było coraz ciekawiej.
7,30, dzwonię do mamy żeby powiedzieć że z nimi nie pojadę na zakupy, nie w sumie nic takiego, skurcze mi się zaczęły, no tak co dwie minuty... I tylko usłyszałam Jezus Maria i za parę minut wpadła mama przerażona bardziej ode mnie - a ja naiwna liczyłam na jakieś wsparcie .
Wpada mój brat, mówi że mnie zawiezie bo Piotrek pewnie nie zdąży. Nie wiem za czyją radą jem śniadanie, pół kromki z pomidorem i łyk herbaty. Wsiadam do samochodu i widzę że mama płacze.
Od tego czasu straciłam rachubę czasu.
Dojechaliśmy do szpitala, Izba przyjęć - papiery, wywiad, golenie i lewatywa. Przy okazji dowiedziałam się że właśnie o to chodzi żeby badać w czasie skurczu - mi tam o to nie chodziło.
Poszliśmy na oddział, brat został ze mna trochę no ale przecież nie przyjechał żeby ze mną rodzić więc się zwinął. Położyli mnie na przedporodową ale ja tak się bałam że poszłam na korytarz i tam siedziałam zaciskając zęby i ręce. Nie chodziłam, nie jęczałam tylko okupowałam korytarz. Tam było jakoś bezpieczniej - w końcu na korytarzu się nie rodzi...nie??
Piotrka doczekałam się prawdopodobnie koło 13-tej. Wrócił ok 11-tej, wykąpał się i wyszykował i w końcu dojechał do żony. Oczywiście do tego czasu nikt mnie nie szukał na przedporodowej, może mieli na mnie oko na tym korytarzu haha.
Na sali odmawiam przebrania się w szpitalną kieckę - przecież w spodniach od dresu się nie rodzi....nie??
Mam naprzemiennie skurcze i potworny strach, położna pokazuje Piotrkowi jak masować mi plecy, nie rozumie dlaczego masaż wydaje mi się za słaby i dlaczego tak mocno go ściskam. Dziewczyna, która leżała na łóżku obok wyszła na siku, w drodze powrotnej zahaczyła o salę porodową i ciach mach wywieźli ją już rozpakowaną.
Poczułąm ukłucie zazdrości - no ale ja nadal w dresie. Badanie, robię postępy, bo rozwarcie na 4palce a na izbie było na dwa. A gdzie do dziesięciu? wyć mi się chce. Kolejne dziewczyny rodzą, zostaję ostatnia - już w miniówie z dekoltem do pasa. Robi się gorąco...i tu uwaga...mąż wygłasza zdanie, które powinno mu było utknąć w gardle....Kurde, ja jestem tak głodny że zaraz zemdleję, idę na miasto, coś zjem, wypiję kawę....i widzę jak wycofuje się rakiem z pola walki. Nie patrzył mi w oczy, bo by wyczytał w nich siarczyste - spierdalaj. Miał zostać do momentu aż wejdę na porodówkę, być przy porodzie nie chciał.
No to poszłam na porodówkę walczyć sama. Sala wykafelkowana jak w rzeźni.

Każą położyć się na łóżko, pytam jak mam wejść bo za wysoko, odpowiedzi nie ma więc się gramolę, skurcz - zastygam w pół drogi - skurcz mija, wgramoliłam się na łóżko, metalowe i zimne. Pewnie po wszystkim spłuczą krew wodą z węża ...Jestem otumaniona , chyba bardziej strachem niż bólem - choć ten jest potężny. Coś będą robić żebym urodziła, bo jestem ostatnia i chcą się obrobić.
Leżę i się trzęsę, nie potrafię opanować własnego ciała, przychodzi pielęgniarka i rzuca "niech się pani tak nie trzęsie bo nie mogę się wkłuć".
Patrzę na zegar na ścianie, w czasie skurczu sekundnik zwalnia. Boję się że będę tak leżeć godzinami. W zasadzie poza panią która kazała mi się nie trząść nikogo nie było. Trzęsło mną coraz silniej, przyszła pani podpiąć mnie pod KTG, kazała się nie trząść i poszła. A ja nie mogłam wytrzymać bólu i strachu. Błagałam Boga żeby zrobili mi cesarkę.
Wróciła, popatrzyła i zaczęło się larum.
Krzyk, wołanie pielęgniarek, nawet nie wiedziałam że tyle ich było na zmianie.
Któraś dzwoniła po lekarza, usłyszałam że tętno zanika.
W locie zostałam ogolona z góry,zacewnikowana, dostałam pewnie jakieś lekarstwo bo zaczęłam odlatywać. Musieli mnie przerzucić na łóżko żeby zawieźć na blok, nie pamiętam tego ale na fotelu porodowym chyba nie jechałam. Widzę nad głową twarz oddziałowej, tej od masowania pleców, każe głęboko oddychać, dla dzidziusia - a ja oddychałam jak przy omdleniu, płytko i krótko.Znów film mi się urwał, tym razem jestem na bloku bo widzę nad sobą światła. Zaczęłam wymiotować, usłyszałam komentarz, że "nażarta jakaś czy co"? Czułam szorstkie pędzlowanie na brzuchu i głos którejś litościwej, że mnie nie rozetną póki nie zasnę.Ulga

Szarpanie, przerzucanie na łóżko ze stołu(chyba), do kogoś mówili że ma pani córkę. A co z moim synkiem? Moment świadomości w drodze na oddział, Piotrek całuje mnie w usta i mówi że kocha.
Ocknęłam się na sali, leżałam z dwoma dziewczynami, też po cc. Strasznie chciało mi się kaszleć ale nie mogłam bo wszystko mnie rwało. Sąsiadka rzuciła mi tik-taki, szczęśliwie spadły w zasięgu ręki. Trochę pomogło i do rana wycharczałam to, co miałam odkaszlnąć.

Rano dowiedziałam się że mam córkę. Krótki szok. Przyszłam do porodu z dorodnym synusiem w brzuchu a dorodny synuś okazał się małą dziewczynką. Pokazali mi ją. Dostałam opiernicz że rozwinęłam zawiniątko z moim dzieckiem. To nic, przecież musiałam sprawdzić że ma wszystkie palusie. Była malusieńka, śliczna, cudowna, wymarzona.
Chodzić zaczęłam w drugiej dobie, byłam obolała, słaba, zgięta w pół. Za to wypełniona wszechogarniającym szczęściem po brzegi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
stonka
Administrator



Dołączył: 15 Sty 2008
Posty: 3962
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 19 Lut 2008 01:23 am     Temat postu:

Rafał 04.07.2007

Blady świt, wstaję zdrowo przed budzikiem po nieprzespanej nocy. Wymodlona, wykąpana, wygolona..co tu jeszcze robić. W lustrze wyglądam jak siedem nieszczęść ale nie maluję się bo kto mi później zmyje ten makijaż.

Budzę Piotrka, Marcela śpi u babci. Mamy być na 7rano na oddziale.
Jesteśmy punktualnie, trafiamy do pokoju przyjęć.Przyjmuje nas ta sama oddziałowa co 6lat temu w tamtym szpitalu. Twarz starsza ale włosy te same. Wywiad, pytanie o płeć - tym razem nie jestem pewna. Pani wypisuje pasek dla dziecka na rączkę, nasze dane do książeczki, nie chce mi się wierzyć że za chwilę moje dziecko dostanie ten pasek na swoją rączkę...

Koniec biurokracji. Dostaję kreację i zaproszenie do łazienki żeby się przebrać. Piotrek siedzi w kącie jak słup soli, oczy ma jak po skrzynce RedBula. Udaję pewną siebie ale to udawanie wychodzi mi coraz gorzej.
Siadam w fotelu, pobiorą mi krew i założą do żyły "trójnik" do wlewów.
W jedną rękę nie poszło, w drugą też nie, spróbują u nasady kciuka.
Tato mówił że tam boli ale nie myślałam że tak. Znów zaczynam się bać, blednę, opieram głowę o ścianę i odlatuję.

Dostałam kozetkę, doszłam do siebie. Pani pyta czy jestem ogolona, chce sprawdzić. Eeee, fachura....komentuje. Idziemy na pojedynczą salę pod KTG, maleństwo ucieka,kręci się a ja się odprężam.

Przyszła neonatolog na wywiad, później anestezjolog. Nie, nie mam soczewek, aparatu ani szuflady. Po niej przyszedł gin, wyprosił męża, zbadał, wróciła anestezjolog. Poszliśmy na blok.
Męża i kapcie zostawiłam przed drzwiami. Sala operacyjna mała, nie miała w sobie nic z rzeźni. Kazali mi zrobić "koci grzbiecik" do wkłucia. Raz, drugi, trzeci, piąty...nic.
Znów się trzęsę, poruszam całe niebo, proszę archanioła Rafała żeby pomógł swojemu podopiecznemu szczęśliwie się urodzić. Boję się coraz bardziej, jak nic nie wyjdzie to skończę w znieczuleniu ogólnym. Nie ma to jak dobre "warunki anatomiczne".
Próbujemy w pozycji na siedząco. Za którymś razem czuję że fala ciepła zalewa mi nogi. Każą się szybko położyć, przestaję czuć nogi. Dopiero zauważyłam chirurgów. Przeżegnałam się.
Nie wytrzymałam napięcia, zaczęłam płakać. Anestezjolog miała tak spokojne oczy, że i dla mnie skapnęło trochę tego spokoju, obiecała mi uspokajające jak tylko wydobędą dziecko ale znając życie, to już nie będę chciała. I powiedziała że już widać główkę. Byłam w szoku że tak szybko i poczułam jak mi ruszają brzuchem. I zaraz okrzyki że chłopak. Sekunda do pierwszego krzyku wydała mi się wiecznością. Zakwilił a ja poczułam taką ulgę ! Pielęgniarka pokazała mi synusia. Cały w białej mazi i krwi, taki cudny, taki mój ! Zanim zdążyłam powiedzieć słowo, już go zapakowali w wózeczek i poszedł do mycia i mierzenia. Piotrek czekał pod drzwiami i podreptał z synusiem.

A tymczasem...zaczęło się cerowanie.
Oczywiście dostałam propozycję uspakajającego ale już nie potrzebowałam. Pani zaproponowała mi wodę i dostałam łyk pysznej wody do zastrzyków. Później była pogawędka o liceum i paru innych sprawach, ale bardziej mnie interesowała szafka na leki, lustrzana szafka, w której pięknie było widać wszystko to, co powinien zasłonić parawan. Na początku trochę mi zasłaniała pielęgniarka, ale teraz, kiedy już poszła z dzieckiem miałam niepowtarzalną okazję popatrzeć na cerowanie mojego brzucha. Nikt mnie za to nie upomniał więc oglądałam w najlepsze, jednocześnie dziękujac Bogu że synuś już szczęśliwie na świecie.
Przyszła neonatolog zdać relację z badania Rafika, ile waży, mierzy, ile pkt, że wszystko ok i że czeka na mamę.
Dobre pół godziny szycia minęło jak z bicza strzelił, założono mi ostatni szew, pan chirurg podziękował za współpracę, ja podziękowałam jemu i reszcie ekipy, chociaż najwięcej podzięki poszło w stronę anestezjolog, która okazała się prawdziwym kołem ratunkowym.

Po części oficjalnej dostałam "stringi w wersji zimowej" - czyli pampersa, zastanawiałam się jak mnie przerzucą na łóżko ale podłożyły mi rolki i sama zjechałam. Jeszcze rzut oka na tablicę czy aby rachunki co do ilości zużytych materiałów opatrunkowych się zgadzają i nic mi w brzuchu nie zostało i wyjazd na salę. Zaraz zjawił sie dumny tatuś z relacją jaki synio cudny, później pielęgniarka, pediatra, chirurg, znów pielęgniarka...powiedziała że jak tylko wróci mi czucie w nogach to da mi dziecko.
Czucie zaczęło wracać, mogłam ruszyć palcem u nogi ! Poprosiłam więc o dziecko. Pielęgniarka kazała ruszyć nogą - ruszyłam palcem, ale dziecko dostałam. Malusi, najdroższy syneczek. Zrobiłam mu krzyżyk na czole i szepnęłam"niech cię Pan Bóg błogosławi", tuliłam się do jego twarzyczki. Położyła mi go na piersi...tak dawno nie karmiłam....stęskniłam się za tym uczuciem. Doskonale wiedział do czego służy pierś i zassał cudownie. Został ze mną do 22-giej. Pielęgniarka tylko poprawiała go co jakiś czas. Otuliłam go swoją kołdrą i rozkoszowałam się swoim dzieckiem.

Piotrek pobył ze mną aż miałam dość, później pojechał po Marcelę.
I stało się coś pięknego, na jej szczebiot Rafał z wysiłkiem otworzył oczy i spojrzał...w końcu znali się od zawsze.Poznał tę, co o nim marzyła i bawiła się wieczorami ze swoim "Maluszkiem".
Noc była dość ciężka, ale rano siły wróciły, po prysznicu dostałam dziecko i już byliśmy razem.

O ile pierwszy poród był przeżyciem, nad którym kompletnie nie panowałam, dział się jakoś niezależnie od mojej woli i oczekiwań o tyle drugi był - mimo ogromnych emocji- spokojny, wyciszony, łagodniejszy, świadomy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Terka76
Administrator



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 6899
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 19 Lut 2008 08:16 am     Temat postu:

Stonia- dzielna kobieto pięknie to opisałaś dzis tez wspominałam mój bo mija 7 mies i super mi sie czytało twoje, łezka w oku dreszcz po krzyżu.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anulka78
Administrator



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 14618
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 19 Lut 2008 08:43 am     Temat postu:

Stonka-ślicznie opisane Embarassed

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
e-v-a
Administrator



Dołączył: 12 Sty 2008
Posty: 9123
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 19 Lut 2008 10:33 am     Temat postu:

Dziewczyny-bardzo ladnie opisalyscie swoje porody,czasami byly smieszne sytuacje,czasami chwile grozy... to wszystko takie wzruszajace,bo na koncu tej drogi pojawily sie nasze wyczekiwane sloneczka.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ania1706
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 4361
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 18 Mar 2008 10:54 am     Temat postu:

jestem trochę spóźniona z czytaniem porodów, więc nadrabiam.

Aga, ty miałaś wymarzony poród, neisamowicie szybki, mam nadzieję że następnym razem też się tak szybko uwinę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ania1706
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 4361
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 18 Mar 2008 10:59 am     Temat postu:

Asiulek, to wsumie taka pierwsza dokładna relacja z cesarki którą poznałam, do tej pory nie wiedziałam jak to jest. Szkoda że nie dali ci od razu Zuzi po wyjęcia z brzucha, ale możę własnie przy cesarce są takie procedury. Fajnie że przed porodem zafundowaliście sobie miły wieczór. Teraz nie ma zabardzo czasu na takie szaleństwa.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ania1706
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 4361
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 18 Mar 2008 11:10 am     Temat postu:

No i kolejne cesarki u Stonki.
Ale masz kobieto gadane, potrafisz tka wszystko opisać, że mam to przed oczami.
O ile poród Rafałka był bardzo "przyjemny" to przeżyć przy porodzie Marceli nie zazdroszczę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.lipcowki2007.fora.pl Strona Główna -> Lipcowki 2007 Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin