Forum www.lipcowki2007.fora.pl Strona Główna www.lipcowki2007.fora.pl
Dzieci lipiec2007 (rozwoj,karmienie,problemy,mamusie)
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
moj porod
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.lipcowki2007.fora.pl Strona Główna -> Lipcowki 2007
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: 03 Lut 2008 10:33 am     Temat postu: moj porod

tutaj opisujemy wspomnienia z porodu i pioerwszych dni z maluszkiem w domu
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Terka76
Administrator



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 6899
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 03 Lut 2008 17:35 pm     Temat postu:

Brawoooooo Aneczko.Ale sie działo. Już czuje ze przy kazdym opisie porodowym bede miałą ciary, zwieracze pochwowe mi same chodziły to bedzie mój ulubiony kącik:-)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ania1706
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 4361
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 03 Lut 2008 20:10 pm     Temat postu:

nieźle Aniu, ale przy Gabrysi widzę, że nie było tak łatwo do końca, te wymioty i szalejące cisnienie. Ale wszystko pięknie się skończyło.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ania1706
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 4361
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 03 Lut 2008 20:41 pm     Temat postu:

W poniedziałek 16.07 poczułam delikatne pobolewanie w podbrzuszu, powtarzające sie co jakiś czas. Ucieszyło mnie to bardzo, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że Amelka będzie przenoszona. Podekscytowana, czekałam aż mi odejdą wody. Wieczorem po kąpieli poczułam na udzie jakiś śluz. To był czop śluzowy. Uśmiech od ucha do ucha. Byłam pewna, że w nocy zawitam na porodówce. A tu nic. We wtorek 17.07 skurcze prawie nie odczuwalne i bardzo żadkie. Już zwątpiłam. A tu nagle ok 3 w nocy, obudziło mnie to charakterystyczne pobolewanie. Zaczęłam liczyć skurcze: co 20 min, co 15, co 18. Gdy ok 5 rano skurcze były już co 10 minut, stwierdziłam, że warto jechać do szpitala. Bałam się o małą. Poszłam pod prysznic, ubrałam się i z mężem na porodówkę. Pani mnie przebadała i stwierdziła, że zostaję bo coś sie zaczyna dziać. Przyszedł lekarz i zapytał co ja tu robię, a ja na to że będę rodzić, a on że chyba nie bo bym się tak nie uśmiechała. A więc lewatywa (myślałam, że to boli, a to nic strasznego, tylko jak wlewali mi ten płyn, to cały czas wydawało mi sie że robię pod siebie) golenie i na usg. Lekarz pokazał mi na monitorze śliczną, pyzatą buzię. Byłam bardzo szczęśliwa. Następnie na porodówkę, podpieli mi ktg, kazali spacerować, podstwaili ten fajny fotel z kulkami w środku. Niestety skurcze, zamiast przybierać na sile stwawały się coraz słabsze i żadsze. Przyszedł lekarz i po badaniu stwierdził, że jesli do godziny nic się nie zacznie dziać, schodzę na patologię ciąży. No i niestety tam musiałam się udać. Przyjechał Michał, z moją siostrą, ale nie byli długo bo nie mogli patrzeć jak zaciskam zęby w czasie skurczu. Potem przyjechała mama i liczyła ze mną skurcze. Gdy zaczęły się takie co 3 minuty, wróciłam na porodówkę. Podpieli mnie pod kroplówkę z oxy i wtedy dopiero zaczęło. Przebili mi pęcherz płodowy i okazało się, że wody zielone. Skurcze były coraz silniejsze, ale rozwarcie bardzo wolno postępowało. Więc dostałam kolejną kroplówkę i zaczął się horror. Ból nie do opisania. Wygryzłam dziury w poduszce, wbijałam paznokcie w brodę, tak mocno, że potem miałam ranę, targałam włosy z głowy, aż przyszedł lekarz i kazał mi przetać, bo sobie krzywdę zrobię. A ja krzyczałam i błagałam, żęby ktoś mi pomógł, że tego nie zniosę, żeby mi zrobili cesarkę i wkółko wszytskich pytałam czy to się kiedyś skończy. Chciałam cofnącz czas, żeby nie było, zadnej ciąży i porodu. Co chwilę słyszałam jak dzwoni teściowa i rozmawia z położną i hasła: "urodzi ok 18" "urodzi 0 20" i potem "nie urodzi przed 22.00". Krzyczałam tak, że ludzie w pobliskim budynku stali w oknie. Nagle poczułam inny rodzaj bólu, musiałam przeć. Zapytałam położną czy mogę. Kazali mi zejść z łóżka. Wiec tak też zrobiłam. Oparłam się o łóżko i parłam ile sił. Położne się tylko przyglądały moi m wyczynom. Nagle kazali mi wejść na łózko, przyszedł lekarz i pszyświecił mi lampą prosto w krocze. Kazali mi przeć, raz, drugi, nacięli krocze, parłam jeszcze przez chwilę i nagle poczułam dziwną ulgę. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam a za chwilę usłyszałam, największy cud na świecie. Poczułam takie błogie szczęście, że chyba większego nie można. Kiedy położyli mi Amelię na piersiach powiedziałam do niej, ze łzami w oczach "Amelka jaka ty jesteś śliczna" a ona otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia, wiedziałam, że czuje się przy mnie bezpieczna. I zabrali mi ją, już po sekundzie tęskniłam. Zapytałam czy mogę zadzwonić do męża, ale mi nie pozwolili. Zupełnie zapomniałam, że muszę jeszcze urodzić łożysko. NO i ominął mnie ten zaszczyt poinformowania Michała, że już jest nasze szczęście na świecie (teściowa była szybsza Smutny ) Potem czyszczenie macicy i długie szycie. Kiedy już nogi miałam razem, byłam w tak błogim nastroju, taka szczęśliwa, jak na haju (choć nigdy nie byłam i nie wiem jak to jest, ale znając temat teoretycznie chyba trafne porównanie). Potem przyjechała do mnie moja mama, siostra, teściowa i mąż. Wszyscy wchodzili pojedynczo na 1 min (bo tylko na tyle mogli) całowali mnie i gratulowali. Michał zachował się cudownie. Rozpłakał się i dziękował mi, mówił, że mnie kocha, i że jest najszczęśliwy na świecie. Czułam się taka dumna z siebie. Do piersi przystawiłam Amelię dopiero następnego dnia (duży błąd, ze strony położnych, ale rozumiem, bo mieli sajgon na porodówce i położnictwie). TO były najpiękniejsze chwile mojego życia. Nie ma większego szczęścia i większej miłości. Nigdy tego nie zapomnę. Dla takich chwil warto żyć. To cierpienie wydaje mi się niczym przy ogromie szczęścia jakie mnie później spotkało. I to spojrzenie mówiące "mamo, wiem że to ty, już się nie boję". To cud.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Terka76
Administrator



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 6899
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 03 Lut 2008 21:51 pm     Temat postu:

Aniu- dreszcz przechodzi wiesz ja z Maksymilkiem tez miałam oxy znam ten ból jest większy, bardziej dziki niz bez oxy Dzielna jestes kazdy ma swój sposób na ból czasem i krzyk pomaga

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: 03 Lut 2008 22:46 pm     Temat postu:

Aniu no to mialas niezla jazde... ja jestem odporna na bol i zeby skweirczyz z bolu to nie wiem jak mnie musi bolec wiec nie krzyczalam...
a te zielone wody brzmia strasznie, dobrze ze Amelce nic nie jest...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Terka76
Administrator



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 6899
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 04 Lut 2008 00:11 am     Temat postu:

Poród 1 Maksymilian /Puławy
41 tydzien ciąży-1 marca 2002 stawiam sie w szpitalu z torbą zgodnie z zaleceniem swojego doktora. Przyjęta, trafiam do sali zwanej po terminie. Ciąża bez zakłóceń poród wiec naturalny, zwykły bez męża luksus kosztował 300zł w tamtych czasach więc naturalnie rezygnujemy, zwłaszcza że mąż pełnił wtedy służby całodobowe i mógł najzwyczajniej nie przyjechać. Według doktorka i jego kalendarza byłam po terminie według mojej techniki liczenia nie tygodni lecz dni od momentu złożenia naszego cennego materiału genetycznego:-) termin mam mieć na dzien następny czyli 2 marca.
Zasypiam dziwnie podniecona ale i jakoś opuszczona z różańcem w ręku.jest mi smutno czuje nadchodacą chwilę ale jestem sama bez Romana. Budzi mnie w nocy krzyk :ludzie ratunku!UwagaUwaga! Obudziłam sie z kołataniem serca myśląc ze jest ewakuacja szpitala i pożar lub jakas bomba. Chwilę potem zorientowałam sie ze przecież musi to byc jakas kobieta na porodówce. Sala porodowa bardzo blisko. Po raz pierwszy zaczęłam sie bać. Mimo całej werwy, mojej naturalnej ciekawości, adrenalina zaczeła sie mieszać ze strachem przed bólem i nieznanym. Byłam oczytana ale brak doświadczenia w dziedzinie więc strach oczy miał wielkie. Z trudem zasnęłam.
Godzina 6h dziwny ból, wziełam zegarek w ręke, skubanie rytmicznie powtarza się co 15minut. Nie boli a raczej raduje mi serce że to już się zaczyna. Z uśmiechem na twarzy witam lekarza na obchodzie o godzinie 9h. Badanie na fotelu rozwarcie 1 palec. Bóle a raczej skubanie co 10 minut bezbolesne. Dostaje przepustke na sale porodową. zabieram rzeczy z pokoju i wędruje na porodówke.
Uśmiechnięta, radosna że wreszcie sie zaczęło a zarazem skupiona, opanowana by jak najlepiej to przejść. Lewatywa-śmieszne uczucie rozpierajace mi brzuch który i tak wielki myślałam że pęknie. Potem szybkie, conieco z siłą wodospadu gdzie na co wchodzi salowa sobie po szmaty i gałganki i jej hasło:Niech Pani sobie nie przeszkadza !
Pomyślałam matko co za podglądaczkaa ja nago ,smród okropny ale wszystko zwisa w takich momentach. Potem prysznic.

Godzi 10h15 oxy i czekanie.KTG. Leżę cicho w napięciu i oczekiwaniu. Skubanie przechodzi w skurcz który z minuty na minute staje sie skyrczybykiem. Zaciskam zęby, pocę się, ściskam ciągle różaniec i modlę się. Pielegniarki przychodzą i pytają czy wszystko ok bo coś im za cicho za maim parawanem, śmieją się i prosza o jakiś głos od czasu do czasu żeby wiedziały że żyje.

Godz. 12h jestem na piłce przy łóżku porodowym gibię się okrężnymi ruchami naprzeciw mnie zegar na scianie wkurza mnie bo zbyt wolno odlicza mi czas. Przysypiam między skurczami. Ból jest tak silny że sama nie wiem kiedy zaczynam zwracać z bólu do małej nereczki leżacej obok. Tylko żółć i ślina. Chce mi się siku lecz nie umiem podnieść się z piłki bo mam wrażenie że wszystko na dole wypada i ból się nasila gdy tylko się pionizuje. Salowa znajoma podglądacza z kibelka przynosi mi wiadro . Mała ulga. Skurcze co 3min bardzo bolesne-rozwarcie 2 palce

Godz 14h Ból jest coraz silniejszy , ręce mi sie pocą od trzymania tej metalowej ramy łóżka. Ślizgają mi się gdy podsypiam między skurczami bo ciało opada mi w tył ciężko utrzymać się na piłce podsypiając. Ale walczę ze snem bólem. Modle się różaniec tajemnica za tajemnicą .To mi pomaga, nadaje ramę, wynacza czas od do i łatwiej przetrzymać ból.
Godz 15h30 Gdzieś w oddali słysze.... moja żona jest tutaj? Bo jej w tamtej sali nie ma... nie mogę wpuścić Pana... może na chwile?? .. no wie Pan...Ale tylko na chwile...nagle widze twarz Romana podchodzi do mnie siedzącej na piłce przy tym nieszczęsnym łóżku. Co tam Żabciu???patrzy na KTG A co badania jakies? Tak wycedziłam bo język jakiś podrętwiały. Ale co ty jakaś taka skulona boli Cie coś?? Wtedy pomyślałam matko on nie czai ze to już, myśli ze mnie badają i wracam do tamtej sali. Mówie ,wiesz to już,. Jak już?? pyta Roman. No już się zaczęło i dalej nie mogłam przyszedł ból i zaczełam kręcić kólka na piłce widziałam tylko jego przerażone oczy . Zaczaił.... PO Czym go wyprosili go. Było mi smutno.

Godz 16h-Ból rozrywa mi wszystko byłam cicho, grzecznie teraz mam wrażenie jakbym miała dynie w pochwie , kości bolały jak na zmianę pogody i do tego wrażenie bolesnej miesiączki.
Kobieta obok jakaś zaczeła rodzic, dzwonią po posiłki na położnictwo - po badaniu mam rozwarcie pełne.
Zaczynam rozumieć co będzie, ktoś kreci korbką opuszca łóżko wszyscy jakos biegaja... jakaś ulga że to się kończy.... że to już lada moment... Ale mówią że mam trzymać nie przeć i tak 3 skurcze wielkie trzymam, chyba najgorszy moment dla mnie. Mówie że jeszcze raz a nie wytrzymam musze przeć. Przyzwolenie.. raz.. drugi.... główka zaczyna wychodzić. Sygnał do parcia ... czekam na skurcz.. .. nie ma i nie ma.. Jest.. parcie.. Stop... chwila oddechu ..Woda... przyzwolenie na parcie... czekam na skurcz ... nic.... nic....nic.Widzę dziwne miny czuje ze cos nie tak... boję się, bólu nie czuje , będzie naciecie słyszę a za chwile czuje dziwne uczucie jakby ktoś ciął coś tępymi nożyczkami, wstrętne uczucie bo to moja skóra była. Skurczu nie ma....lekarz decyduje się na skok na brzuch pochyla się i ciężarem swojego ciała wypiera resztę mojej kruszyny.
Po wielkim chlup, czuje ulgę ,lekkość i totalny odlot. Nic się nie liczy , kładą mi syna na pierś a on otwiera oczęta , jest jak mały pieseczek zapuchnięty skurczony, wymoczony.
Znaczę mu krzyż na czole na tę ziemską droge i tulę w ramionach szepcząc do ucha Witaj po tej stronie Maksymilianie Józefie.
Była 16h35 2marca 2002 roku
Godz 16h50 słysze w oddali znajomą położna podglądaczkę a to Pana synek duży i długi pewnie w tatusia pan wejdzie na chwile .
I zobaczyłam Romana stał jak słup soli , oczy szklane, usciskał mnie , nic nie mówił bo mowę mu odjęło ale milczenie było bardziej wymowne niż najpiękniejsza przemowa świeżo upieczonego ojca.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: 04 Lut 2008 08:47 am     Temat postu:

Terko... pieknie opisane... szkoda ze Roman nie mogl byc z wami... u nas porod rodzinny jest za free na szczescie...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anulka78
Administrator



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 14618
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 04 Lut 2008 10:51 am     Temat postu:

Świetnie opisane dziecwczyny!! Ryczę jak głupia/ Mąż zadzwonił i słyszał ze płacze i się przestraszył, że coś się stało... Mruga. Swój opisze dzisiaj ale troszke później

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: 04 Lut 2008 15:10 pm     Temat postu:

Matko ale sie wzruszyłam i popłakałam. A jak czytałam Terke to w ogóle grochy mi na podłoge kapały.
Piekne wspomienia mamy za soba dziewczyny
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Terka76
Administrator



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 6899
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 04 Lut 2008 16:44 pm     Temat postu:

Poród 2 Faustynka/Zamość

Ciąża zupełnie inna niż poprzednia, Z początku wszystko w porządku , potem zbyt grube łożysko ,podejrzenie hipotrofi- diagnoza błędna, pod koniec ciąża zagrożona cholestaza od 35 tyg na patologii.
39tydz- na przepustce kilkudniowej ze szpitala siedze i wyczekuje w domu, chodzę badać transaminazy i tętno. Napięcie rośnie zwłaszcza że tętno może zaniknąć bez przyczyny, nerwy robią swoje. Roman mnie opieprza że zamiast iśc twardo skłamać powiedzieć że cos nie czuje tetna wywołają poród i nie będzie ryzyka i się zakończy nerwówka. Łatwo mu mówić... Ja już tam tyle tam wyleżałam mam awersje, ale w głębi czuje ma racje póki wszystko ok. można przyspieszyć. Dziecko tak duże i żyje po co narazać na te pare dni jeszcze i kusić los. Teściowa uparcie twierdzi ze chcą łapówki .
Z nerwów co jakis czas nie czuje ruchów. Romanowi nic nie mówię .
On postanawia wyładować napięcie z wędką 18lipca około 17h jedzie na na ryby, jesteśmy pod telefonem .Ja czekam, sama w domu znowu się poryczałam . Klękam na kolana i odmawiam koronkę do Bożego Miłosierdzia upraszam łaski dla mnie i dziecka za przyczyną św Faustyny przyszłej patronki mojej córeczki- błagam o rozpoczęcie akcji porodowej.
Godz punkt 20h pierwsze skubanie , skubane drugie 20h20 ,skubanie trzecie 20h40 i tak do 22h równo co 20minut. Sama nie wierze w to co się dzieje klękam i dziękuje Bogu.
Nie dzwownie do Romana ale zjawia się 22h20 w drzwiach. Po moich oczach szcześliwych chyba wiedział od razu ze już się zaczyna. Część czopa odchodzi około 22h

22h-2h czekamy siedzimy skurcze co 10min potem co 5minut co 3minuty Roman zaparzył kawę sobie oglądamy jakieś nocne programy w tv. W końcu o 2h10 stwierdził ze kawa się skończyła i może by pojechać i coś urodzić

2h40-jedziemy, ulice puste śmiać nam się chce ze teraz to i ja mogłabym w bólach kierować zygzakiem żywej duszy nie ma. Na parkingu pod szpitalem Roman mówi ze jeszcze musi kartofelki odcedzić bo kawa daje się we znaki siadam na torbach bo ból przychodzi.

3h-przyjecie do szpitala, bóle co 3minuty rozwarcie tylko 2 palce .Jestem niepocieszona. Proszę o sale porodów rodzinnych może tym razem się uda. Jest noc odmawaija mówią że jeszcze jedna pani czeka na rodzinny ,której szybciej się akcja zacznie ta wchodzi a Romana odesłali mi pod telefonem do domu.

4h Z nerwów mi skurcze zaczynaja szaleć raz 100 raz 60 zwalniaja ,są co 10minut obok leży owa Pani która do wyścigów staje ze mna na salę rodzinną. Nic nie robie tylko patrze czy stęka i ile jej biją skurcze. Słysze jak dzwoni do męża i skarży się ze jej bóle przechodzą, to mnie akurat pociesza. Ale moje tez cichną. Skacze sobie na piłce, nic nie pomaga, Ktg mnie wkurza bo musze leżeć a skurcze wtedy maleją .

5h30 zaczyna być goraco czuje galaretowaty czop na ligninie na piłce. Skaczę mocniej w sumie mam radoche z tego.

7h- zaczyna się faza przy której mimowolnie drga mi już koszula na ciele czyli boli ale jeszcze nie tak mocno coraz trudniej chodzić siku do kibelka.

7h30 dzwnie po Romana skurcze co 3minuty , moc potężna przenoszą mnie na sale rodzinną.
8h Roman jest ze mna niech się dzieje wola boska, wrzynam palce mu w noge wiję się boli strasznie boli. Prosze o zbadanie rozwarcia nikt nie chce przyjść twierdza ze wszystko ok. maja ktg w kanciapie kanciapie nic złego się nie dzieje .

10h-skurcze są niedowytrzymania ale wytrzymuje, podsypiam wije się na leżąco nie ma nic gorszego niż leżeć niestety przy cholestazie non stop badają tętno.

11h30 błagam o zbadanie rozwarcia nikt do tej pory od przyjecia od godz 3h nie zbadał mi rozwarcia .Roman interweniuje opieprza, lekarzy . Pojawia się w końcu doktorek z łaską. Bada przy skurczu rozwarcie 8cm faza koszmarna i mówi no pęcherz nie pęka nie wiem co Pani chce, przebic go czy co , żeby nie było ze się nikt Pania nie zajmuje. Moja wściekłość siega zenitu ale jęzor mam sparaliżowany. Roman podejmuje decyzje przebijać.
Najokrutniejszy moment porodu... potem ciepła woda spływa delikatna ulga

11h50 odchodzące wody pogłębiaja rozwarcie okazało się ze pęcherz był strasznie gruby i sam by nie pękł . Pani dobrodusznie pokazuje mi ze mam leżąc na plecach dać kolana pod brodę , brodę do klatki i przeć. Mówie resztką sił ze Pani chyba oszalałaUwaga! Roman poprawia tłumaczy ze pewnie żonie ciężko. Babka nadal twierdzi ze ona ma taka praktyke i to najlepsze rozwiązanie na sprowadzenie główki w ostatniej fazie. Próbuje jest to dla mnie niewykonalne brzuch mam wielki nie mogę nóg rozdziawić na żabke boli mnie brzuch. Dla mnie ona zwariowała. Tłumacze że rodziłam już dziecko i nie robiłam takiej pozy na rozdziawioną żabę i do tego na plecach. Pani obrażona wychodzi mówiąc że chciała tylko dobrze Teraz mamy czekać sami na zejście główki.

12h10 spanikowałam okropnie, ból jest taki że cieżko mi już nawet płakać Roman troche podenerwowany pyta co robić. Ciężko mi słuchać ale jeszcze jakoś rezonuje , stawiam wszystko na jedną kartę skoro położna i tak się obraziła. Każę Romanowi stanąć zaprzeć się ja pod nim okrakiem uwieszam się rękami na jego szyji i luzuje mięśnie pochwy i całego dołu wisze na nim i prę przy skurczu. Skurcze już co minute , prę dalej bo czuje że cos idzie, prę jeszcze przy jednym skurczu bo nie chce wołac na darmo obrażonej położnej. Macam ręką czuje cos twardego okrągłego Roman zaglada to głowa z włosami biegnie po położną.

12h15 zaczyna się akcja na łóżku główkę już w połowie wyparłam na podłodze wiec teraz już tylko pare skurczów i będzie po wszystkim. Roman przejęty ogląda wszystko z przodu a tak się zapierał ze tylko ręke będzie trzymał.
12h35 usłyszałam tradycjne chlup......
Byłam rozanielona i wniebowzięta znacząc jej krzyż na czole. Troche przerażała mnie sinica ale uspokajano mnie ze to zaraz przejdzie.
Roman widziałam był w szoku że tyle zobaczył chyba najbardziej pod wrażeniem elastyczności w jaką matka natura obdarzyła kobiecy organ rodny. Byliśmy dumni i szcześliwi ze nareszcie razem udało nam sie rodzić. Wspominamy często i ciesze się że przeżyliśmy to razem i Roman nie ma żadnych urazów poporodowych

Który lepszy? Sama nie wiem, każdy inny każdy tak samo się przeżywa i tak samo myśle boli, ale to ból cudu narodzin i szybko przechodzi a raczej zamienia się w euforię i wielką dumę z siebie i dziecka które wydajemy na świat.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wisienka
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 11130
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 04 Lut 2008 17:03 pm     Temat postu:

NASZ PORÓD

Termin miałam na 25 lipca. 22 siedziałam z mamą, ciocią i wujkiem na podwórku, śmiali się ze mnie, że z takim brzucholem siedzę na drewnianym klocku z nogą na nogę. Wtedy poczułam, że coś mnie wierci w dole brzucha i idę się położyć. Mój Tomek miał już urlop ale w ten dzień wezwali go do pracy (40km. od domu). Ok. 19 leżałam sobie, oglądałam TV i masowałam piersi Mruga żeby coś przyśpieszyć. Nagle usłyszałam takie "pyk" w sobie i patrzę a tu plama na łóżku. Wstałam, zadzwoniłam zapytać Tomka kiedy będzie. Powiedział, że niedługo. Jak odłożyłam tel. to zorientowałam się, że nie powiedziałam mu, że rodzę! Zadzwoniłam jeszcze raz i siadłam na kafe Wesoly napisałam Wam, że wody odeszły, i poszłam się podmalować Smile
Chciałam jeszcze umyć włosy ale mama skutecznie mnie od tego odwiodła.
Tomek przyjechał po ponad godzinie bo ze strachu dostał biegunki i siedział w kiblu na stacji benzynowej...na dodatek dostał jakiejś głupawki i zaczął myć nogi bo myślał, że foliowe worki ubiera się na gołe stopy...
Wsiedliśmy w końcu w auto i pojechaliśmy do szpitala w którym miałam rodzić. Babka na izbie stwierdziła, że "dzisiaj nieczynne" i odesłała mnie do lekarza. Na oddziale panowała przeraźliwa cisza bo była dezynfekcja i sale były puste. Lekarz zbadał mnie i napisał skierowanie do innego szpitala.
Powiedziałam, że wolę urodzić na ulicy niż w tamtym szpitalu i pojechałam do innego.
Tam mieli przepełnienie i przyjęli mnie jako ostatnią. Czekaliśmy na izbie przyjęć dobre pół godziny.
Później zaprowadzili mnie na odział a Tomkowi kazali czekać. Na wstępie babka zapytała czy mam aparat na zębach czy wadę wymowy, później KTG i wypełnianie papierów. Lewatywa, KTG i prysznic. Wtedy powiedziałam, że idę po chłopaka bo ma mój ręcznik Mruga Zobaczyłam, że stoi z jakąś salową. Przedstawił nas sobie, mówi mi że to jego ciocia. No to spoko mówię, "chodź rodzić" a ta babka za nami...Zła była bo pomyślałam, że polezie do teściowej i będzie opowiadać. Wzięłam prysznic i zaczęła się jazda. Skurcz za skurczem. Upał niemiłosierny, kilka rodzących. Położyłam się na parapecie a Tomek masował mi plecy. Jakby nie on to wyskoczyłabym chyba z tego okna, tak mocno bolało, że aż takie myśli przychodziły do głowy. Kilka KTG, bolesne badania szyjki, masaże, oxytocyna we wenflon, jakiś zastrzyk w dupcię.
Niemiła lekarka, zła na cały świat i ta "ciocia", która za mną łaziła. Już miałam jej powiedzieć, żeby sobie poszła, żeby mi w krocze nie patrzyła. Później okazała się, że kobieta naprawdę dużo mi pomogła. Zagadywała zmęczone położne, lekarzowi powiedziała, że jesteśmy rodziną i był dla mnie milszy niż dla innych pacjentek (tak mi się wydawało).
Później przyszedł młodziutki lekarz i stwierdził, że rodzimy. Dostałam jakiś zastrzyk i
od razu zaczeły się bóle parte. Wydawało mi się, że coś mnie wciąga w ziemię. Tomek stał z boku łóżka i to on pamięta więcej z porodu niż ja. Słyszałam tylko, że coś jest nie tak z szyjką i błagałam, żeby nie robili mi cesarki. Później pamiętam, że po chwilowym omdleniu popatrzyłam na Tomka między parciami i zapytałam czy dobrze się czuje. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Słyszałam dźwięk jakiegoś metalu, rozdzierający ból w kroczu i położna mówi, że widać główkę. Pamiętam jak ściągała fartuch bo było tak gorąco a biegała do jeszcze dwóch rodzących. I darła się "dziewczyny, robimy dużą kupę!" Po kilku parciach był plusk i położyli mi na piersi moje szczęście. Pamiętam jaki był upaćkany jakąś mazią i pamiętam jak pachniał "nowością" hehe a tak naprawdę to pamiętam nieogarniętą miłość, dumę, wszystkie najpiękniejsze uczucia świata. Tomek niestety nie przeciął pępowiny, był w szoku i nie zdążył się upomnieć a połoźne zrobiły to szybko...Mały poleżał na moim brzuchu kilka minut po czy ina położna wzięła go do mierzenia i warzenia. Było to zaraz koło mojej głowy, widziałam wszystko i bałam się, że zrobi mu krzywdę. Powiedziała do mnie "ale synek ma dłuugie nogi). Nie płakaliśmy, nic nie mówiliśmy tylko patrzyliśmy na siebie z wielką milością, chyba sami nie mogliśmy uwierzyć, że to już, że jesteśmy rodzicami. Pamiętam jeszcze, że popatrzyłam na zegar na ścianie i nie wiedziałam czy jest trzecia w nocy czy w dzień i że położna kazała mi przeczytać tą obrączkę na rączkę a ja nie miałam siły, żeby coś powiedzieć.
Później wyprosili Tomka ze sali, ja po jednym parciu urodziłam łożysko i lekarz zaczął mnie szyć. Czułam ból mimo znieczulenia, jak się później kazało po kleszczach byłam mocno podarta wewnątrz i szycie było warstwowe. Pytam lekarza "ile mam szwów" on" czy dziesięć po co Pani wiedzieć i się denerwować" ja: "a tak tylko chciałam zagadać". Po tym facet trochę się przebudził i ucieliśmy sobie całkiem miłą rozmowę Mruga
Zawieźli mnie na korytarz, położna przykryła mnie kołdrą a w tym czasie Tomek pojechał (w fartuchu!) po wodę mineralną do sklepu.
Jak wrócił to ciocia wzięła go jeszcze do Arka, posiedział ze mną i pojechał do mojej mamy (dalej w fartuchu,hehe).
Po dwóch godzinach położna zapytała czy wstanę, ja że tak oczywiście i fik, straciłam przytomność. Zawiozła mnie na wózku na salę i chciałam iść po Areczka ale stwierdziłam, że chyba muszę się przespać. Spałam dwie godziny i kazałam przywieść mojego synka. Był maleńki, piękny, ubrany w czerwono niebieskiego pajacyka...jest największą miłością mojego życia...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ania1706
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 4361
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 04 Lut 2008 17:49 pm     Temat postu:

Terko, pięknie to opisałaś, jak czytałam twój opis to uświadomiłam sobie o ilu rzeczach zapomniałam wspomnieć w moim. Pominełam choćby fakt, że mała przyszła na świt 0 21.30. Naprawdę piękne miałaś podory.

A z Wisienki opisu oczywiście się uśmiałam. Zwłaszcza z tej mężowej biegunki i tych jego stóp umytych. U nas wszpitalu nie było niestety takiej możliwości, żeby dziecko było przy matce, ale przynajmniej jest szansa odpocząć. Choć ja nie spałam całą noc po porodzie, bo byłam tak podekscytowana.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: 04 Lut 2008 18:13 pm     Temat postu:

tak was czytam i wychodzi na to ze moj porod to byl lajcik...zadnego rozdzierajacego bolu, zadnych masazy szyjki, super mily personel i na dodatek mega szybkie tempo...

Wisienko Ty rozumiem urodzilas o 3ej w dzien 22lipca tak? czyli by wyszlo ze zaczelo sie ok 19tej 21go lipca bo sie w tym twoim opisie doliczyc nie moge Mruga

Terka niezle uparta jestes, podziwiam Cie ze zdecydowalas sie na parcie bez obecnosci poloznej, ja bym stchorzyla!



w naszym szptialu porod rodzinny jest bezplatny. dzieci caly czas z mamami, tatusiowie moga byc do godziny 20tej. koszt prywatnej sali porodowej 200zl (wanna, kanapa dla meza, tv) i w cene wliczony jest takze pobyt na sali jednoosobowej poporodowej gdzie maz moze byc cala dobe a sala wyposazona jest w tv, telefon, kanape, radio i osobny prysznic. jedyna wada naszego spzitala - nie mozna miec do porodu swojej poloznej ani swojego lekarza. no chyba ze sie na nich trafi lub pojdzie sie rodzic na ich dyzurze po wczesniejszych ustaleniach Mruga
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wisienka
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 11130
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 04 Lut 2008 18:26 pm     Temat postu:

Oczywiście namieszałam....zaczęło się 21-go lipca a urodziłam 22-go o 3 nad ranem Wesoly
Wody odeszły mi na "Uwadze" a ona leci chyba o 19.45, pamiętam o kim był odcinek, taka wredna baba strasznie się tam darła na sąsiadkę, hehe


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wisienka
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 11130
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 04 Lut 2008 18:28 pm     Temat postu:

Poczęty na "Kryminalnych", zaczął się rodzić na "Uwadze", hehe też sobie repertuar wybrał Mruga

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: 04 Lut 2008 18:31 pm     Temat postu:

Wisienka hehehe no to tez tak znowu dlugo nie rodzilas... jak na pierworodke 8 godzin to niezly wynik... polozna sie smiala ze tylko ja taki express bylam bez skurczy i rozwarca sie w 4 godziny uwinac Smile
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wisienka
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 11130
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 04 Lut 2008 18:54 pm     Temat postu:

Aneczko czasowo to się fajnie uwinęłam ale natężenie bólu (a jestem baardzo odporna) było, oj było Mruga

Wzruszyłam się Waszymi opowieściami bardzo. Ale to jest piękne i niesamowite...

Terko "niech się dzieje wola boska"? hehe Arkadiuszek ma na nazwisko Bosek i zawsze mi się przypomina jak mój Tomek odbił swoją dłoń na ksero i napisał "ręka Boska czuwa nad Tobą" hehehe


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: 04 Lut 2008 22:30 pm     Temat postu:

dziwczyny wasze historie są naprawde wzruszające!Uwaga aż łezka w oku sie kręci, jak wraca sie do tych wspomnien Wesoly a pamietacie, jak obstawiałysmy która po której bedzie rodzic? WesolyWesoly
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
wisienka
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 11130
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 04 Lut 2008 22:38 pm     Temat postu:

Ja pamiętam, że której pisałam, że się w kolejkę wepchała i nie wiem czy to nie byłaś Ty Basiu Wesoly Na kiedy miałaś termin?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: 04 Lut 2008 22:58 pm     Temat postu:

ja oczywiscie rodziłam w najmniej spodziewanym momencie Wesoly czułam sie pomimo ciężkich początków przez całą ciąże rewelacyjnie, wiec zastanawiałam sie, jak to bedzie jak wybije godzina "zero" Wesoly oczywiscie wszystko miało byc po kolei, najpierw obnizony brzuch, potem odejscie czopa śluzowego, potem skurcze no i wody. brzuch był wysoko, na KTG wyszło, ze Kubusiowi na świat sie nie spieszy, a w środe 11 lipca na USG wyszedłpiekny, dorodny chłopczyk, który u mamy pewnie jeszcze posiedzi Wesoly w piatek miałąm jechac na kontrolna wizyte, wiec prysznic, makijaż, fryzurka,ciuszki, wsyzstko jak należy Wesoly jak wycierałąm sie po prysznicu, to denerwowałam sie, ze cały czas czuje mokro miedzy nogami. woda, ale nie woda, ni to duzo, nie mało. stwierdziłam, ze chyba coś mi sie sączy, \Andrzej oczywiscie skwitował to smiechem, zebym nie wymyslała, bo do porodu jeszcze daleko Wesoly jechalismy do lekarza na 15:30, ale po drodze czułam ze faktycznie troche mokrawo. widziałam, ze andrzej troche pobladł, ale nic, jedziemy dalej Wesoly w poczekalni juz nie miałam złudzeń ze to wody, jak weszłam na fotel to moja lekarka ze śmiechem skwitowała "kochani, jedizecie do lekarza". pamietam, ze zrobiło mi sie zimno i gorąco jednoczesnie. chciałąm jeszcze jechac do domu po torbe, ale lekarka powiedziała, ze jak wody odeszły to nie ma na co czekac. wiec my w panice i na porodówke. nigdy nie zapomne, jak głądziłąm sie po brzuchu, czułam jak mały kopie i nie mogłam uwierzyc, ze juz za pare godzin Kubus bedzie z nami Wesoly oczywiscie najpierw zadzwonilismy do naszego lekarza, który był umówiony z nami na cesarke, to okazało sie, ze jest nad morzem, bo pojechał tam zawieźć rodzine. kazał nam zadzwonic do jego przyjaciela, który był poinformowany, ze w razie czego (co miało byc baaardzo mało prawdopodobne) przejmie pałeczke. oczywiscie lekarz właśnie schodził z 48 godzinnego dyzuru i nie mógł wrócic na sale. wiec powiedział, ze dzwoni do ekipy dyzurujacej, aby sie nami zaopiekowali Wesoly na Izbie przyjec bardzo miłą położna stwierdziła, ze mamy wielkie szczescie bo dzisiaj na sali jest najlepszy zespółw całym szpitalu, a że szpital słynie z dobrych lekarzy, wiec ucieszyło to nas niezmiernie Wesoly wody juz chlupały ze mnie non stop. andrzje w miedzyczasie pojechał po torbe, a ja na wózku zostałam odwiedziona na porodówke. niestety nie mogłam juz zobaczyc andrzeja, widzielismy sie dopiero po porodzie. na porodówce zbadał mnie lekarz i powiedizał, ze musze jeszcze poczekac godzine, bo akurat jest jedna cesarka. pytał co jadłam i o której, stwierdziłze ok Wesoly wiec super, bo nawet na głodzie nie byłam Wesoly leżąc i czekając na swoją kolej miałam założony cewnik i venflon i oczywiscie cały czas klepałam przez komórke Wesoly moja siostra sie smiała, ze kiedy zaczeły sie skurcze, klełam jak szefc. w ogóle tego nie pamietam Wesoly skurcze zaczeły sie juz bolesne, rozwarcie miałąm na 2 cm, wiec lekarze dosc szybko sie uwijali. oczywiscie kazda położna która do mnie wchodziła pytała, gdize jest dziecko, bo miałam mały brzuch, a jak lezałam, to faktycznie gdzies znikał Wesoly jak juz byłą moja kolej, to przeniesli mnie na sale, gdzie bardzo miłą ekipa przygotowywała mnie do operacji. anestezjolog ucieszyłsie, ze widac mi wsyzstkie zebra i łątwo bedzie sie wkuc. pamietam, ze kazdy potem pytał mnie, czy wkłucie w kregosłup boli, a pamietam, ze lekarz wkłuł mi sie, jak akurat miałam skurcz, wiec jedyne co poczułam, to błogosc i ból, który odchodzi w niepamiec Wesoly cały czas wszyscy rozmawiali ze mną i ze sobą, jakbysmy byli na herbatce Wesoly pytałam tylko, czy zobacze małego. nie czułam kompletnie nic, tak byłam znieczulona w zasadzie już od piersi w dół. poczułąm (a moze tak mi sie tylko wydawało) w pewnym momencie tylko taki dziwny nacisk, jak lekarz naciskał na brzuch i po chwili mały wrzeszczałWesoly byłą godizna 18:25 zabrali go do ważenia i mierzenia i po chwili przysuneli mi do twarzy takie małe zawiniatko i buziolke Kubusia z zamknietymi oczkami. troszke byłumazany, ale przepiekny. patrzyłam i nie mogłam sie nadziwic. oczywiscie zapytałam, czy to normalne, ze Kubus ma zamkniete oczy, położna powiedziałą, ze martwiłaby sie, gdyby było inaczej Wesoly potem zabrali Kube a mnie po zszyciu przewieźli na pooperacyjn. potem dowiedziałam sie tylko, ze Andrzej chodził jak w ukropie. jak wychodzilismy jedna kobieta sie smiała, ze widziała, jak andrzej latał pod salą i nigdy w życiu nie widziała bardizej przejetego tatusia Wesoly w miedzyczasie przyjechali rodzice. Andrzja widziałąm tylko przez moment, udało mu sie wejsc na sale, aby powiedziec ze mnie kocha Wesoly pamietam jak rewelacyjnie sie czułam. zupełnie jakby mi nic nie było, tylko od pasa w dół nie moge sie ruszyc. pamietam jak później moja mama weszła tez na moment z płączem, a ja dziwiłąm sie, jak w takim pieknym momencie mozna płakac, ze ja sie czuję kwitnąco. I oczywiscie miałąm piekny makijaż i fryzurkę, wiec godnie przyjełam Kubusia na świecie Mruga Miałam rewelacyjna pielęgniarke, która mówiła, ze jak tylko bedizemy czuły ze puszcza nas znieczulenie to mamy wołąc o srodki przeciwbólowe, bo łątwiej zapobiec bólowi, niz go potem zwalczyc Wesoly i ze jak tylko bedziemy czuły mrówki w nogach, to mamy je zginac. wiec juz po dwóch godzinach miałąm głowe podniesionado góry, a w nocy spałam juz na boku Wesoly moja kolezanka któa miałą cesarke od razu po mnie powiedziała, ze jak zobaczyła, ze ja leze na boku, to stwierdziła, ze tez tak chce i jak sie przekreciła, zobaczyła wsyzstkie gwiazdy przed oczami Wesoly no ale ja uparta byłam Mruga o 23:00 dostałysmy dzieci do karmienia, Kubus nie potrafił załapac o co chodzi, jeszcze meczylismy sie z piersia, bo miałąm wklesłę brodawki, no ale jak na pierwsyz raz i tak nieźle poszło Wesoly ok 5:30 wstałam juz z łóżka, poszłam po Kube i juz go nie oddałam Wesoly jedyny ból to taki, ze nie było dla nas sali, wiec na pooperacyjnym spedzilismy 3 dni. cały czas hałas, non stop światło i płaczący Kuba. nie mówiąc o tym, ze po operacji nie miałąm praktycznie znikąd pomocy do małego. dopiero jak nas przeniesiono, wszystkie położne nie mogły sie nadziwic, ze Kuba przesypiał prawie całe noce Wesoly ze szpitala uciekalismy w takim tempie, ze nie podpisalismy jakiegos dokumentu i potem nas oskarżyli, ze ukradlismy dziecko Mruga oczywiscie okrzyczeli nas dopiero, jak sami do nich zadzwonilismy po tygodniu, ze dokumentów nam brakuje Wesoly ale historie szpitalne i poporodowe to temat na osobny wątek Mruga Pamietam jeszcze jego chude ciałko, jego żeberka i te usteczka, które tak bardzo chciały złąpac piers, a nie potrafiły. nie spałam w nocy tylko patrzyłam na tą słodkakruszynę, która wprowadziła tyle pieknego zamieszania do naszego życia. cułam sie spełniona jako kobieta, ale pełna nowych obaw to malutkie zawiniatko, za któe juz całe życie będę odpowiedzialna i które będzie mówic do mnie "mamo"
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Asiulek78
Przodowniczka kliczka



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 1647
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 05 Lut 2008 00:48 am     Temat postu:

piękne historie dzeiwczynki i jakie wzruszjące Wesoly aż mi się łezka zakręciła w oku jak czytałam i przypominałam sobie jak zobaczyłam pierwszy raz Zuźkę Wesoly ale czytając o naturalnych porodach to ja czuję się jakbym wogóle nie rodziła Jezyk serio...jutro opiszę wszytsko po kolei i będzie to krótka historia Jezyk

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: 05 Lut 2008 09:22 am     Temat postu:

no i oczywiscie zapomniałam o najwazniejszym!Uwaga dwa dni wczesniej urodziła sie Zuzia Asiulka w tym samym szpitalu i spotkałysmy sie na porodówce WesolyWesolyWesoly
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ania1706
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 4361
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 05 Lut 2008 15:49 pm     Temat postu:

Basiu piękny poród, taki spokojny, wspaniała historia.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Terka76
Administrator



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 6899
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 05 Lut 2008 17:06 pm     Temat postu:

Wisienka hahah no mąż zakręcił sie nieźle a z mycia nóg nie mogłam:-) ale to fajnie tak powspominać. Basia widze Kubuś sobie zadecydował sam zeby wczesniej was powitać:-)Szkoda ze nie mogliscie byc razem na cesarce sa miejsca gdzie pozwalaja mężowi byc obok szczegolnie jak zewnatrzoponowe

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: 06 Lut 2008 11:12 am     Temat postu:

dziewczyny ....brak mi słów....terka łza zakręciła się w oku, Wisienka odpadlam przy myciu nóg...ja też muszę opisac swój. Tye, że wydaje mi się, że przy co niektórych porodach moj to wakacje na ibizie.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Monika
Administrator



Dołączył: 12 Sty 2008
Posty: 3613
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 06 Lut 2008 13:08 pm     Temat postu:

To teraz ja opisze moja cc inaczej nie rodzilam wiec to bylo dla mnie przezycie Wesoly

Byc moze z kafeterii cos nie cos pamietacie jak pisalam ze jestem astamtykiem .
I to tez bylo przyczyna do podjecia decyzji o moim cieciu .
W czasie ciazy Tatianka bardzo uciskala mi na przepone i na zoladek .Do tego doszly duszonosci .
Im wiekszy brzuch tym czesciej sie dusilam w dodatku mala upodobala sobie gore brzucha a dol mialam pusty .
W koncu moj lekarz zapoznal sie z przebiegiem mojej choroby i podjal decyzje o cc .

W czwarte 5.07 pojechalam do niego na wizyte i tam powiedzialam mu o nekajacym mnie od kilku dni swedzeniu calego ciala .Gin przejal sie tym i po dluzszej rozmowie postanowil ze na nastepny dzien mam stawic sie juz do szpitala na badania i w poniedzialek bedzie ciecie .O boziu przejeta jechalam do domu strasznie i zeby sie zrelaksowac umowilismy sie z kumpela i sostra na grilla ostatniego grilla Wesoly
I to byl blad bo o 2 nad ranem i ja i moj Rafal stekalismy z bolu bo jego bolal zab a ja zwijama sie z bolu brzucha .Nic mi nie pomagalo mialam takie nudnosci ani melisa ani rumianek nic .I tak do 6ej przemeczylismy razem .Potem zebralismy sie do szpitala.
Pobrano mi krew ,mocz no i zrobili mi ekg .Potem rozmawialam z anastezjologiem ktory poinformowal mnie ze przy mojej astmie tylko moge miec znieczulenie do kregoslupa .
I tak pozostalo czekanie .Wyniki okazaly sie dobre i wykluczono cholestaze .
Nie powiem na poczatku bylam troche zla bo trafilam na najwieksza sale ale potem to byl ubaw po pachy .Dziewczyny byly super .Nawet w nocy nas pielegniarki uspakajaly bo takie smiechy bylo slychac heheh Wesoly
W poniedzialek przyszla po mnie siostra zebralam swoje toboly i przeszlam na oddzial polozniczy .
Zaraz polozna zrobila mi lewatywe i podpiela pod kroplowke a bylo tego chyba z 3 albo 4 butle .Czulam sie jak balon .Na zmiane siedzieli ze mne maz siostra . Itak zamiast miec ciecie o 9ej jak mnie wczesniej poinformowal lekarz mialam o 12:20 bo niedosc ze trwaly rozmowy odnosnie strajku lekarzy to jeszcze jedna z dziewczyn "wymusila pierszenstwo " tak sie potem smialysmy hehhe bo lezala potem za mna.W koncu moj lekarz przyszedl przeprosil i zabrali mnie na sale .
W szoku bylam jak zobaczylam na czym mam sie polozyc taki maly koziol Wesoly a ja taki okraglinek heheh ale udalo sie .Pani anastezjolog podala mi znieczulenie i pokoleii mowila co bede czuc . Slyszlam jak ordynator rozmawia z moim lekarzem .Poczulam jakby mi ktos soplem lodu przejechal i poczulam sie senna .Zaczelam odplywac i dusic sie .Anestezjolog caly czas mowila do mnie .Mialam od pasa w dol nic nie czuc ale w pewnym momencie czulam jak krecami w brzuchu i targaja .Moj lekarz zaczal uciskac mi brzuch ale ze krotki ze mnie ludzik to mi zebra po tarmosil.Anestezjolog mu powiedziala ze nizej ma uciskac bo ja niska jestem .No i znow zaczelam sie dusic cos tam mi zwiekszono ale babeczka powiedziala ze wiecej nie moze mi podac i glowy bardziej odchylic bo jeszcze gorzej sie bede dusic.
Moze ja nog czy posladkow nie czulam ale jak mi mala wyciagali to az plakac zaczelam ze to boli.W szoku byli bo nie powinnam .Znow cos tam podali.Slyszalam jak lekarze mowili cos o pecherzu ale juz nie pamietam co.Potem poczulam jedno wielkie szarpniecie no i mala byla juz naswiecie .Wiem ze mowili do mnie ze teraz juztylko mnie zszyja i koniec.Do dzis nie jestem pewna czy mala plakala bo doslownie odlatywalam.Maz widzial jak wygladala , jak ja mierzyli i wazyli .Ja niestety zobaczylam Tatianke dopiero na drugi dzien w poludnie .Jak mnie na sale zawiezli to byla tam siostra a ja jej powiedzialam ."to bolalo"Po chwili wpadl maz i powiedzial ze mamy sliczna corcie ale jest w inkubatorze i wiecej mu nie powiedzieli.Jak juz oboje zobaczyli mala to lzy w oczach mieli bo mowili ze mala Monisia :)maz zrobil fotki .Jak pojechali nie moglam usnac .Czekalam na mala .Dopiero potem moj lekarz przyszedl do mnie i powiedzial ze mala miala problemy z oddychaniem i musi byc przezdobe w inkubatorze .Byl bardzo mily i powiedzial ze smialo mam prosic o srodki przeciwbolowe jak wroci czucie .
A nie powiem twardziel ze mnie zaden .Duzo tego bralam bo mi krzyz chcial peknac . Jak mi na drugi dzien dryne wyciagli to zaczelam wstawac .No i jak mi Tatianke przywiezli to juz lezala ze mna Wesolya JA zakochalam sie na zaboj.Wyszlysmy w czwartek popoludniu .Mala miala zoltaczke i po niedzieli pojechalismy na kontrole.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anulka78
Administrator



Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 14618
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 06 Lut 2008 15:29 pm     Temat postu:

Termin miałam na 9 lipca (na poniedziałek) Wesoly.
Na ostatniej wizycie u mojego lekarza nic nie wskazywało na to, że poród tuż tuż. Lekarz kazał mi przyjść w czwartek 5 lipca do szpitala w którym pracuje (akurat wtedy miał mieć dyżur) w celu zrobienia KTG. Zjawiliśmy się tam około 17.00. Na KTG wyszedł 1 skurczyk Wesoly. Lekarz powiedział, że jeśli przed terminem nie urodzę to mam się wstawić u niego 9 lipca w poniedziałek (czyli w dzień terminu) i wtedy coś wymyśli. Powiedziałam mu, że na pewno nie urodzę wcześnie bo… ja to po prostu wiem Wesoly hihihi (zresztą sugerowałam się moją siostrą bliźniaczką, która 2 ciąże przenosiła). Następnego dnia o 6.30 poszłam do toalety i zobaczyłam na wkładce śluz ze sporą ilością krwi. Przestraszyłam się, ale zaraz zaczęłam myśleć racjonalnie i stwierdziłam, że jest to być może czop. Odczekałam 2 godzinki i zadzwoniłam do mojego lekarza, ten stwierdził że raczej to jest czop i że gdyby coś się działo czy coś by mnie niepokoiło to mam dzwonić. Po kilku godzinach zaczęłam wątpić czy to na pewno czop, bo co zmieniłam wkładkę to zaraz była upaćkana…Nie wytrzymałam i o 16.00 pojechaliśmy z Marcinkiem do mojego lekarza na „oględziny” Wesoly. Ten stwierdził że to jednak czop jest, ale dał mi tak na wszelki wypadek skierowanie do szpitala na KTG. Zaraz tam pojechaliśmy. Tam mnie oczywiście położna zbadała i potwierdziła, że to czop i podłączyli mnie na KTG. Podczas KTG czułam że coś się dzieje i takie dziwne ściskanie brzucha, nieraz leciutki a nieraz bardziej intensywne. Przyszła położna zobaczyła ktg i mówi o skurczyli jakieś są Wesoly. Potem zawołała lekarza który rozmawiając ze mną przeglądał się w lusterku (solara na maxa i dużo żelu na wlosach) i któremu z paszczy jechało kupąUwaga! Zbadał mnie i puścili mnie do domku. Wracając do domu wdepnęliśmy na cheeseburgery (nie wiem czy dobrze napisałam). Stojąc w kolejce pojawiały się skurcze , coraz bardziej odczuwalne i bolesne. Zjadłam 2 cheesy a skurczyli się nasilały. Wróciliśmy do domu no i się zaczęło na dobre. Na początku skurcze co 15-12 minut. Chodziłam po mieszkaniu i skupiałam się na oddychaniu Wesoly. Nie wiem ile kilometrów przeszłam Wesoly. Zbliżała się pora snu. Wygoniłam Marcina spać a sama chodziłam po mieszkaniu i książkowo oddychałam. Skurcze były coraz bardziej bolesne i do tego krzyżowe. W końcu zmordowana położyłam się spać około 24.00. W momencie jak był skurcz to stękałam przez sen a skurcze co 10-7 minut. Długo tak nie wyleżałam. Wstałam i znowu spacerowałam po mieszkaniu. Marcin też chciał wstać ale kazałam mu spać. Stwierdziłam, że chociaż jedno z nas powinno się wyspać. Zresztą za wiele by mi nie pomógł bo z bólu nie chciałam za bardzo pomocy, nawet żeby mnie dotykano hihihih. W nocy znowu zaczęłam się niepokoić czopem bo było go więcej i więcej krwi.. Postanowiłam zadzwonić na Izbę Przyjęć. Ale, najpierw umyłam głowę Wesoly. O 4.00 rano zadzwoniłam tam, babeczka kazała przyjechać. Więc my za torbę, makijaż hihihi i na Izbę. Znowu mówi, że to czop, rozwarcie na 1,5 cm i skurczyli. Załamałam się, że dopiero takie rozwarcie bo przecież skurcze mam od wczoraj od 19.00. Zapytała się czy robimy ktg i wołamy lekarza czy zostaję na oddziale. Mówię o nie! Robimy ktg i wołamy lekarza. Znowu przyszedł lekarz narcyz, któremu bardzo jechało z paszczy! Wysłali mnie do domu i powiedzieli, że jeśli cokolwiek będzie się działo to mam przyjeżdżać. W domku byliśmy około 5.00, znowu wygoniłam Marcina spać a sama spacerowałam po mieszkaniu głęboko oddychając. Mimo wszystko czas szybko leciał Wesoly. Skurcze co 10-7-5 minut.. Po 8.00 zadzwoniłam do mojej siostry a ona słysząc mój głos mówi: Ania Ty niedługo rodzisz bo głos Ci się trzęsie!! Podobno jej i jej szwagierce też głos drżał zaraz przed porodem. O 9.00 poszłam Marcinka obudzić bo mi się troszkę nudziło. Położyłam się koło niego, troszkę pogadaliśmy i nagle usłyszeliśmy głośne „pyk’ i poczułam ciepło na nogach i pomiędzy nogami. Leżąc tak zaczęłam się śmiać i mówię o kur.. słyszałeś to?? Marcin mówi: tak, a co to było? Ja mówię właśnie pęcherz płodowy mi pękł i odeszły mi wody. Szybko wstałam i pobiegłam do łazienki co by jak najmniej śladów na podłodze zostawić. Marcin poleciał za mną i dotykał mokrych śladów na podłodze i moich mokrych nóg, żeby zobaczyć jaki kolor jest wód płodowych Wesoly. Wszystkio ładnie pościerał a ja w tym czasie siadłam na chwilkę na Kafeterię co by Wam zakomunikować że jadę na porodówkę i zadzwoniłam z wiadomością do mojej siostry, ta zaczęla krzyczeć ze szczęścia. Prosiłam ją żeby nikomu się jeszcze nie chwaliła bo nie chcę żeby do mnie wcześniej wydzwaniano. Nie minęło 5 minut i dostałam smsa: mojej siostrze odeszły wody – będzie dzidziuś!. Wieśniara Wesoly miała nikomu nie mówić… Napisała smsa i się pomyliła i wysłała do mnie Wesoly hihihi. Pojechaliśmy na Izbę przyjęć, skurcze bardzo częste i bardzo bolesne. Nie mogłam nic mówić z bólu. Dotarliśmy na Izbę tam mnie zbadano, stwierdzili 4,5 zm rozwarcia, zaproponowano lewatywkę i golonko. Zgodziłam się Wesoly. Po lewatywce spokojnym krokiem poszłam do Marcina zamiast od razu do kibelka (nie sądziłam że lewatywa działa błyskawicznie). Jak mnie nagle pogoniłoUwaga! Nie wcelowałam dokładnie w klozet i musiałam wszystko myć Wesoly. Zaraz potem poszłam pod prysznic. Musiało to długo trwać bo weszła położna i zapytała się czy wszystko w porządku. Myślała że ja tak długo się prysznicuje a ja przecież klopa szorowałam wcześniej Wesoly. Było około 10.00. Położna poradziła żebym sobie pospacerowała z mężem po korytarzu zanim pojadę na porodówkę , bo tam to od razu podłączą mnie pod KTG i będą kazali leżeć. Skurcze bardzo częste- nawet co 2 minuty. Spacerowaliśmy sobie i pomiędzy skurczami hihralismy się Wesoly. Przed 11.00 trafiłam na porodówkę. Tam mnie zbadano i podłączyli ktg. Po 12.00 skurcze nie do zniesienia, z bólu wbijałam ręce w łóżko a Marcin patrzył jak się męczę. Mówię do Marcina, że jeśli skurcze będą jeszcze silniejsze to ja nie wiem czy wytrzymam Mruga. Ale byłam dzielna i silna, nie wydobyłam z siebie nawet jednego dźwięku. Marcin wolał za bardzo się nie odzywać bo wiedział że tak będzie najlepiej Wesoly. 12.20 przyszła lekarka i mnie zbadała i nagle mówi ma pani 8 cm rozwarcia –pani już rodzi! I w tym momencie pojawił się skurcz party. Myślałam że nie wytrzymam bo nie mogłam się powstrzymać żeby nie przeć. A przecież mi zabroniono. Na szybkiego robiono mi masaż szyjki którego w ogóle nie czułam Wesoly Wesoly Wesoly. I w końcu mogłam przeć. Pierwsze parcie, drugie parcie (jestem motywowana i chwalona przez lekarke i położną). Trzeci skurcz słaby więc nie kazano mi przeć. Czwarte parcie (nadal jestem chwalona, Marcin co chwilke moczy mi usta czoło i kark, biedaczek tak się wczuł w role że chciał mnie moczyć przez cały czas)- widać włoski niuni. Położna pokazala Marcinkowi czarny kosmyk, którego lekko pociągnęła. Byłam tak zadowolona, że głatko i szybko idzie i co najważniejsze w ogóle mnie to nie męczyło. Położna wzięła nożyczki, żeby zaraz zrobić nacięcie. Marcin mówi, że musi się odwrócić bo nie może patrzeć jak mnie nacinają. Zaczęłam się śmiać bo na poród mógł patrzeć hehehe. Pytam się Marcina czy jest mu słabo Wesoly. Piąte parcie- wychodzi główka (Marcin wszystko widział) i lekarka powiedziała że zaraz poczuję dziwne uczucie. I nagle wyciągnęli moją niunię i położyli mi ją na brzuchu. Rozpłakałam się ze szczęścia, spojrzałam na Marcina a jemu broda się trzęsła i płakał..jak dziecko. Nigdy w wcześniej nie widziałam jak płakał. Byliśmy tacy szczęśliwi…Uczucie niesamowite, przecież to było moje upragnione i wyczekane dziecko, nasze dziecko…Niunia tak delikatnie się poruszała i smyrała mnie rączką i nóżką. 2 razy zsiusiała się na mnie Mruga. Była tak delikatna i cieplutka… Szybko złapała cycka. Czułam się tak bardzo wyjątkowo. W końcu mogłam zobaczyć moja ukochana kruszynke. Marcin porobił zdjęcia, nagrał krótki filmik jak niunia leżała na moim brzuchu i nagrał telefonem jej płacz, a raczej kwilenie. Będą to wspaniałe pamiątki Wesoly. Zaraz potem wyszło łożysko i zaczęli mnie szyć. Niestety trochę szycia było bo pękła mi szyjka no ale cóż, Najważniejsze, ze miałam już moją MartynkęUwaga! Niunia nadal leżała na moim brzuchu! Lekarka zapytałą się tylko czy zabrać niunię czy mi ją jeszcze zostawić. Powiedziałam, że jej nie oddam. W sumie leżała na mnie godzinke, dopiero potem wzięli ją na mierzenie i ważenie Wesoly i zaraz potem znowu wylądowała na moim brzuchu. Byłam najdumniejszą i najszczęśliwszą mamą. Dzięki temu ze Marcin był cały czas ze mną (nawet podczas szycia) poród wspominam bardzo dobrze. Czułam się przy nim bezpiecznie …Leżąc jeszcze na porodówce zadzwoniłam do mamy, ale jak usłyszałam że podniosła słuchawkę i płacze ze szczęścia to nie mogłam wydobyć z siebie glosu i oddałam słuchawkę Marcinowi. Potem zadzwoniłam do siostry i ta też zaczęła ryczeć. W tym czasie Marcin wysłał swojej mamie mmsem płacz Martynki Mruga.
Wszyscy byli dla mnie przemili w szpitalu. Ach jak to wspominam to mi łezki lecą …
Zawieźli mnie na salę gdzie przez pierwszy dzień i noc byłam zupełnie sama . W nocy w ogóle nie spałam tylko patrzyłam się na moją kruszynkę, być może adrenalina jeszcze działała. Była tak podobna do taty!Uwaga! Śmiałam się że mimo że Marcina ze mną w nocy nie było to jednak był Wesoly. Nic mnie nie bolało ani nie byłam zmęczona, za to cały czas byłam uśmiechnięta. Czułam jedynie mały dyskomfort (nie ból) w miejscu gdzie mnie zszywano.
Martynka urodziła się w sobotę 07.07.2007 o 12.50 a ze szpitala wyszłam w poniedziałek o 13.00 Wesoly W domku czekała już na mnie siostra z mężem. Jej pomoc i wspieranie było nieocenione. Dzwoniłam do niej po kilka razy dziennie o różnych porach dnia. Dziękuję Bogu, że mam tak wspaniałego męża i świetną siostrę Wesoly, a co najważniejsze spełniło się moje wielkie marzenie-mamy Martynkę Embarassed


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ania1706
Administrator



Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 4361
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: 06 Lut 2008 17:07 pm     Temat postu:

Marylko, pewno ze strachu miałaś wrażenie że cię boli. Ja tak też nieraz miałam np u dentysty że wydawało mi się że mnie boli. Ogólnie widzie ze admosferę miałaś w szpitalu fajną. Tylko szkoda, że musiałaś sie tyle naczekać żeby zobaczyć Tatiankę. Ja mała widziałam od razu, ale przynieśli mi ją do karmienia też dopiero na drugi dzień w połdnie.

Anulka następnym razem robię tak jak ty, czekam w domu, aż się skurcze roziwną, bo ja od razu popędziłam do szpitala i potem musiałam tam sama siedzieć, bo niestety nie miałam tego szczęścia i mąż nie był przy mnie. Zresztą nawet tego nie chciałam, ale przy następnym porodzie to już mu nie popuszczę.
Z tym szorowaniem kibla to dałaś nieźle popalić. Biedulka nie dość że wymęczona to jeszcze sprzątać w szpitalu musiała. A i siostra też dała czadu z tym smsem


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: 08 Lut 2008 10:35 am     Temat postu:

23 czerwca 2007 roku (sobota)


Poprzedniego dnia 2300 zażyłam ku swojej uciesze ostatnią tabletkę znienawidzonego przeze mnie fenoterolu, a wcześniej pozwoliłam sobie na „szaloną”, jak dla mnie wyprawę do sklepu. Zajęło nam to masę czasu, bo prędkością ustępowałam chyba nawet ślimakowi, ale wspominam ten spacer bardzo miło, a zwłaszcza słowa męża „ Aguś, uwinęłabyś się na weekendzie i maluch był, by już z nami” – chyba nawet nie przypuszczał, jak tam mała istotka weźmie to sobie do serca.
Wieczorem spakowałam jeszcze torbę do szpitala, jakby co….
Noc była jedną ze spokojniejszych w ostatnim czasie, maleństwo dało mi pospać, budzik nie dzwonił, jak oszalały co 4 godziny – przypominając „weź tabletkę”! Tylko raz wstałam w nocy do toalety.
Obudziłam się około 9 i z wielkim zapałem stwierdziłam, że czas na podbój sklepów, bo wypościłam się przez ostatnie miesiące leżąc w łóżku i miałam nieopisaną ochotę na spacery, zwłaszcza, że dostałam pozwolenie na chodzenie od lekarza.
Poczłapałam do łazienki, wzięłam prysznic z pomocą męża (co w ostatnich miesiącach było regułą, bo sama nie dawałam rady), zrobiłam fryz, makijaż i zasiadłam do śniadania. Mężu na całą tą wyprawę patrzył sceptycznie, ale co tam ciężarnej się nie odmawia. Brzuch nie dokuczał mi bardziej niż ostatnimi czasy, twardniał, ale nie bardziej niż zawsze.
Marcin miał jeszcze iść do piwnicy po jakieś pudło, a ja miałam dokończyć się ubierać. Weszłam do toalety i poczułam mocne łupniecie jakby w kręgosłupie i cos cieknącego po nogach, patrzę na wkładkę – zalana, majteczki tez kwalifikują się do zmiany…krzyczę do męża, by przyniósł świeże, bo „chyba mam zwiększoną ilość śluzu”, po chwili dodając „….a może to wody…” zastanawiałam się kiedy mógł mi odejść czop i przypomniałam sobie, że chyba w nocy podczas wizyty w toalecie widziałam coś brązowego na wkładce, tyle, że do dziś nie jestem sobie w stanie przypomnieć, czy to był sen (spowodowany wyczekiwaniem na jego odejście), czy na prawdę odszedł mi tej nocy czop….
No nic mężu przyniósł świeże majteczki, ja się ubieram i każę mu patrzeć na wkładkę, czy na pewno nie jest zielona….pada stwierdzenie „nie przejrzysta”. Marcin niepewnie pyta, czy jedziemy do szpitala, na co ja, że nie, bo to na pewno fałszywy alarm, zwiększona ilość śluzu i zostawią mnie tylko na patologii, a tam to się tylko wykończę…i w tym momencie ciur…..majteczki znowu do przebrania, trochę zbladłam, mąż jeszcze bardziej…dzwonimy do położnej środowiskowej…..nie odbiera……do lekarki…..nie odbiera. Ale ja zaraz stwierdziłam, że to na pewno nie wody, bo by chlupało, a tu tylko ciur, wiec wygoniłam męża po to pudło. W tym momencie znowu mnie zalało i stwierdziłam, że to chyba jednak wody. Zawróciłam męża i stwierdziłam, że chyba czas jechać…..zbladła i zadzwonił do teściowej, by podjechała po nas, bo ma bliżej do garażu…..było parę minut przed dziesiątą. Wtedy dopiero zwróciłam uwagę na skurcze, bo stały się jakby bardziej regularne, ale nie bolesne….liczymy….wychodzi nam co 3-4 minuty, stwierdziłam, że przecież to niemożliwe. Nie było ich, a nagle są w tak krótkich odstępach. Pakuję jeszcze wkładkę, bo a nóż położna zechce ją zobaczyć.
Marcin dzwoni do mamy i ją pospiesza (potem się przyznała, że stwierdziła, iż panikujemy, bo przecież od wystąpienia pierwszych skurczy do porodu jest jeszcze szmat czasu, więc jej się średnio spieszyło).
Jest!Uwaga Schodzimy godzina 10.05 wsiadamy do samochodu i jedziemy, skurcze coraz mocniejsze, ale jeszcze nie bolesne, ja nadal twierdzę, że pewnie to fałszywy alarm i zostawią mnie na patologii. Uff 10.15 jesteśmy w szpitalu, wytaczam się, portier od razu kieruje nas „na lewo”. Na izbie przyjęć głucha cisza, wchodzimy na oddział i jakaś siostra burka do nas…”na izbę, nie tutaj, zaraz przyjdę…” – to czego najbardziej się obawiałam, bezdusznego podejścia do człowieka. Płacz mam na końcu języka….czekamy. Z pokoju badań wynurza się „znajoma” siostra….”proszę wejść” – brzmi jak wyrok! Marcin zostaje za drzwiami.
Wchodzę…czuję się paskudnie, siostra traktuje mnie jakbym zrobiła jej największą krzywdę zjawiając się w to sobotnie przedpołudnie.
Pyta co się dzieje, ja odpowiadam, że chyba odeszły mi wody…na co słyszę….jak to chyba…tłumaczę, że nie wiem jak wyglądają, więc nie wiem, czy to obfity śluz, czy wody. Pada pytanie o częstotliwość skurczy…odpowiadam 3-4 minuty, siostra patrzy….nie nie kochana, co 2 minuty.
Kolejne pytania wyrzuca z siebie z szybkością karabinu maszynowego, równie szybko staram się odpowiadać. Największe zaskoczenie wzbudziło w niej to, że jestem w 38 tygodniu. Zagląda do karty, czy aby na pewno się nie pomyliłam, bo brzuch to mam, ale na 5 miesiąc! Kładę się na kozetkę, mierzy mój brzuch jakimś dziwnym metalowym sprzętem, co sprawia mi ból większy niż te skurcze, ale nawet nie mam odwagi jej tego powiedzieć.
Dzwoni po lekarza….”rodząca”….schodzi młody lekarz, myślę świetnie nie dość, że taka siostra się trafiła, to jeszcze stażysta, lepiej być nie może. Ku mojemu zdumieniu lekarz okazał się bardzo miły, krótka pogawędka….jak z człowiekiem i badanie……”oooo rozwarcie już na 7 cm…idziemy na porodówkę”. W tym momencie chlupnęły wody, a ja poczułam ciepełko. Przebrałam się i grzecznie z lekarzem poszliśmy w stronę nieznanego. Szłam, co skurcz się zatrzymując, bo stały się jakby bardziej bolesne, lekarz pyta czy dojdę, krótka odpowiedź „ nie wiem”, ale idziemy. Uff doszliśmy, na miejscu czeka już mężu, jakby bardzie blady, a może to wrażenie, bo w zielonym fartuchu. Siostra na dzień dobry każe nam zapłacić na rodzinny poród…jakby nie było lepszego momentu…
Wtaczam się na łóżko….rozchylam nogi….i słyszę rozwarcie 9cm….siostra podpina mnie do KTG, ze stoickim spokojem proponuje mężowi kawę, herbatę….może sobie zrobićUwaga!. Mówi, że raczej nie przełknie. Za to ja wysyłam go po wodę. Skurcze stają się bardziej bolesne i bardzo częste. Na KTG praktycznie same pionowe słupki. Zaczynam się wić na tym łożu kurczowo ściskając poręcz, im ja silniej poręcz, tym Marcin silnej moją dłoń zaciska swoją na tej poręczy…no nic w końcu się zorientował Smile
Jest godzina 1200 siostra spogląda na KTG i mówi, że robienie go nie ma sensu, bo skurcz za skurczem. Bada mnie….pełne rozwarcie….rodzimy!Uwaga! Ja mam jeszcze jedno istotne pytanie „czy muszę mieć nacięte krocze, bo tego boje się najbardziej” – szybka odpowiedź TAK….siostra pociesz, że to nic nie boli….też mi pocieszenie, a co potem…Ból staje się niemal nie do wytrzymania, pytam grzecznie czy to będzie jeszcze mocniej boleć, bo jak tak to ja chyba nie wytrzymam. Zjawia się znajomy stażysta, lekarz się nim opiekujący, neonatolog, dwie inne siostry…robi się mały tłok….czuję, że muszę przeć…jeszcze nie wolno….za to czuję jakby cięcie bardzo grubego kartonu, to moje krocze….siostra mówi, że jak tylko będę jej słuchać, to urodzimy raz dwa….przytakuję…. mogę przeć….Na jeden skurcz przypadają trzy parcia…w między czasie nasłuchuję tętna mojej kruszyny…jest więc mobilizuję się jeszcze bardziej….przy trzecim skurczu partym mówię, że nie dam już rady…siostra, że jeszcze jeden skurcz i maleństwo będzie na świecie. Raz…widzę, czarny łebek i czuję jakby głaz wypełniał moje wnętrze, dwa….trzy….wielka ulga, nic nie napiera na moje krocze….JEST godzina 12.15 siostra mówi DZIEWCZYNKA….kładzie mi ją na brzuchu, czuję jej ciepło, słyszę kwilenie. JEST JEST na reszcie mogę ją zobaczyć, dotknąć. Moje serce pęka z dumy. Witam moje maleństwo i obiecuję, że zrobię wszystko by było na tym świecie szczęśliwe.
Nawet nie wiem kiedy urodziłam łożysko. Siostra i lekarze stwierdzili, że życzyli by sobie takich szybki porodów.
Przecież od wyjścia z domu minęły niecałe dwie godziny….
Zabrali małą do ważenia i mierzenia, ale to wszystko działo się tuż przy mojej głowie pod czujnym okiem dumnego taty, wiec mogłam sobie na nich zerkać.
Zaczął mnie zszywać „znajomy” stażysta pod czujnym okiem swego opiekuna. W duchu modliłam się, by nie narobił dziadostwa…jak się okazało zupełnie nie potrzebnie, bo jak to moja lekarka na kontroli stwierdziła….dawno nie widziałam tak idealnie zacerowanej osoby Wesoly
Co chwilkę zerkałam sobie, jak Córka i Tata witają się na tym świecie siedząc już na kanapie. Szepnęłam tylko…niech będzie EWA. Na ustach męża zawitał jeszcze większy uśmiech, bo tak bardzo chciał imię Ewa, a ja nie bardzo chciałam na to przystać. Za chwile i ja do nich dołączyłam i tak się we Trójeczkę poznawaliśmy na nowo….Spędziliśmy tam jeszcze razem dwie godzinki.
Poród wspominam bardzo miło, a nagroda za trud ciązy jest najwspanialsza na świecie…NASZA EWA!


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia 08 Lut 2008 14:53 pm , w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.lipcowki2007.fora.pl Strona Główna -> Lipcowki 2007 Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin